Milenialsi

Według paru pierwszych artykułów z Google, po wpisaniu frazy milenialsi, są to ludzie urodzeni po 1984 roku. Pokolenie komputerów, komórek, fejsbuka. W ciągu najbliższych 10 lat mają stanowić ponad 75 procent wszystkich pracowników na świecie. Wymagający od wszystkich tylko nie od siebie, niecierpliwi, leniwi. Chcący możliwie szybko wpływać i kształtować rzeczywistość wokół siebie. 

Czy właściwie? Czy rzeczywiście tak dużą ilość osób, charakterów można ubrać w ramy dwóch zdań tylko dlatego, że w dowodzie osobistym mają takie cyferki a nie inne? Wydaje mi się, że kryje się w tym sporo prawdy, ale jeszcze więcej się nie mówi i pomija.


Coraz więcej artykułów, wywiadów, książek o zabarwieniu rozwojowym zaczyna odnosić się do zachowania tego właśnie pokolenia w miejscu pracy. A co za tym idzie charakteryzować i wyłaniać pewne cechy, które lawinowo pojawiają się u nowych pracowników, młodych pracowników. Dotyczy to nie tylko środowisk biznesowych, bo charakteru nie zakładamy wchodząc przez szklane drzwi do korporacji i nie ściągamy przed wyjściem z niej.

 

Główne zarzuty kierowane przeciwko tej generacji w miejscu pracy (i nie tylko) to przede wszystkim bycie roszczeniowymi, narcystycznymi, dbającymi o siebie,  niezdolnymi do skupienia się przed dłuższy niż 20 minut czas, leniwymi a ponadto bycie wiecznie niezadowolonymi. Czy to z siebie, czy z pracy, z życia, z ilości pieniędzy.

 

Niska samoocena to konsekwencja wychowania w czasach gdzie na wyciągnięcie ręki, palca, na kliknięcie, przesunięcie mamy niekończące się ilości zdjęć ,,ludzi sukcesu”. Którzy w wieku 19 lat osiągnęli więcej niż ktokolwiek kogo znasz. Gdzie, niezależnie czy masz 5 minut czy 40 wolnego czasu, jesteś w stanie je wypełnić oglądaniem nowych i nowych zdjęć gwiazd Internetu, którym udało się osiągnąć bardzo wiele w bardzo krótkim czasie. Wbijając sobie do głowy, że skoro im się udało to i mi musi. Bo przecież co ktoś taki ma czego ja nie mam? Nic, trochę szczęścia. Potem oczekujemy od całego świata, że będzie rzucał nam pod nogi platynowe karty płatnicze bez jakiegokolwiek limitu, że po dwóch miesiącach pracy w nowym miejscu powinniśmy zostać zauważeni i docenieni, awansowani, lepiej opłacani. To wszystko jest też konsekwencją wychowywania w wiecznym utwierdzaniu o własnej wyjątkowości. Przekonywania, że wielkie pieniądze, szczęście (cokolwiek to dla Ciebie znaczy), zadowolenie z życia, pełne i wartościowe relacje, są tuż za rogiem i tylko czekają, żeby pewnego dnia się pojawić.

 

No niestety nie. Tak to nie działa. Po raz kolejny zawodzimy się i nie jesteśmy zdolni do tego, żeby pewne rzeczy wypracowywać. Do tego, że wartościowe relacje wymagają od czasu do czasu tego, że odłożysz telefon na bok i tym razem położenie go na blacie nie będzie pierwszą rzeczą jaką zrobisz siadając razem. Nie wszystkim to przeszkadza, ale dla większości jest to od razu sygnał ,,jestem tutaj, ale nie jesteś dla mnie aż tak ważny”.

 

Oczekujemy coraz częściej, że nowe umiejętności przyjdą szybko lub od razu. Że wcale nie muszę poświęcić 300 godzin żeby nauczyć się grać na gitarze (bo zawsze chciałem to robić, przy ognisku, pod namiotami, JAK W FILMACH), bo znam osoby, które nauczyły się tego w 2 godziny. Szybko rozpala się w nas płomień chęci nauki czegoś nowego i równie szybko gaśnie kiedy zderzamy się z rzeczywistością braku natychmiastowej gratyfikacji.


 

Czym jest natychmiastowa gratyfikacja?

Pojęcie, które zaczęło być coraz częściej opisem zachowań Milenialsów. Jest to reakcja na dojrzewanie, na stres, na niemożność odnalezienia się w środowisku i znalezienia akceptacji. Dopamina to ten właśnie związek, który odpowiada za to, że czujemy się dobrze. Pojawia się wtedy kiedy pijemy, kiedy palimy, kiedy jemy czy uprawiamy seks. Dopamina pojawia się także, kiedy dostajemy sms’a czy wiadomość, kiedy pojawiają się lajki pod zdjęciem, kiedy ktoś komentuje nasz post, a nawet kiedy scrollujemy ścianę na fejsie, żeby od czasu do czasu zobaczyć coś co nas na moment rozbawi. Problemem jest fakt, że jest to bardzo, bardzo uzależniające. Coraz częściej staje się to nawykiem, natychmiastową reakcją na stres. Stres związany z pracą, finansami, relacjami, odrzuceniem i tak dalej. To jest właśnie ten sam powód dla którego alkoholik pije, ktoś zjada 5 tysięcy kalorii na raz czy ucieka w dragi.


Niestety uciekanie w natychmiastowe mechanizmy wyrzutu dopaminy pojawiają się coraz częściej z uwagi na brak akceptacji, ładunku zwrotnego od rodziny czy przyjaciół. Spowodowane jest to coraz częściej przez to, że Milenialsi stali się niezdolni do utrzymywania poważnych relacji. Wiele z osób w tej grupie stwierdza, że lwia część ich związków i relacji jest zupełnie powierzchowna. Że mogą świetnie się bawić ze swoimi ,,przyjaciółmi” i robią to, ale nie mogą na nich polegać, nie potrafią się przed nimi otworzyć i zdają sobie sprawę, że to nie są osoby odpowiednie do powierzenia im swoich tajemnic czy najgłębszych przemyśleń. Ta świadomość i konsekwencja jaką jest nieumiejętność tworzenia nowych, głębokich relacji powoduje, że coraz częściej uciekamy do portali społecznościowych. Które nie wymagają umiejętności interpersonalnych, nie wymagają wkładu czasu ani otwierania się. Nie wymagają nic, dając tymczasową ulgę od stresu czy nerwów. A co za tym idzie, coraz więcej badań pokazuje, że osoby spędzające więcej czasu na Facebooku częściej mają do czynienia z depresją i brakiem samoakceptacji. Pojawia się po raz kolejny błędne koło, brak zrozumienia i akceptacji kończy się używkami i uciekaniem w mechanizmy natychmiastowej gratyfikacji.

 

,,[…] bardziej było to takie błogie poczucie zgody z rzeczywistością, że moje sprawy w naturalny sposób potoczyły się na tyle inaczej niż sprawy innych ludzi, że nie mamy ze sobą wiele wspólnego, przez co ciężko znaleźć naturalne autentyczne więzi, które ewolucyjnie motywują nas najbardziej. Jeżeli nie potrafię znaleźć swojego domu, ulgi czy poczucia bezpieczeństwa w ludziach, to automatycznie zwracam się ku innym używkom, które chętnie dostarczą mi hormonów odpowiedzialnych za te stany.”

Jestem Budda Człowieku

 

Dlatego tak dużo się mówi o problemie z używkami, z depresją, z kompleksami. Coraz wyższe są wskaźniki samobójstw i problemów społecznych w Polsce i na świecie. Paradoksalnie uzależnienie od telefonu, od fejsbuka, od stałego kontaktu i bycia on-line jest tak samo groźne jak uzależnienie od hazardu, alkoholu czy jedzenia.  Trzeba zdać sobie sprawę, że nie ma nic złego w tym wszystkim, nie ma nic złego alkoholu, nie ma nic złego w portalach społecznościowych, ważne, żeby potrafić to rozgraniczać. Jeśli przychodzisz na spotkanie i kładziesz telefon na stole – jesteś uzależniony, jeśli wstajesz rano i zanim powiesz komukolwiek dzień dobry sprawdzasz telefon – jesteś uzależniony, nie jesteś w stanie spędzić godziny, dwóch bez spoglądania kto napisał i co się dzieje – jesteś uzależniony.

 

Gorsze w tym wszystkim jest to, że otoczenie i codzienność zaczyna się dostosowywać do tych nawyków i coraz bardziej im sprzyjać. Wszystko możesz dostać od razu i bez najmniejszego trudu. Chcesz nowych butów? Klik i jutro stoi kurier pod drzwiami Chcesz coś zjeść? Nie musisz iść do sklepu, kupić składników, znaleźć jakiś ciekawy przepis i gotować. Klik i masz jedzenie pod drzwiami. Film? Jasne, klikasz, wybierasz i jest, nie musisz iść wypożyczyć, jak kiedyś z wypożyczalni [skąd?!]. Nie potrzebujesz nawet podstawowych umiejętności, żeby poznawać ludzi, teraz wystarczy, że przesuniesz z lewo lub w prawo i już. Praca? Roznoszenie CV osobiście i pytania ,,czy może kogoś nie szukacie do pomocy?” Kiedyś tak, dzisiaj raczej śmieszna anegdotka.

 

Wszystko czego pragniesz, czego potrzebujesz możesz bez problemu dostać od razu. No właśnie POZA takimi rzeczami jak akceptacja, jak zadowolenie z miejsca w którym jesteśmy czy z pracy no i oczywiście związki i relacje, solidne związki i relacje na których możesz polegać. To są te rzeczy, które wymagają długiego czasu, wielu prób, żmudnego procesu, jeszcze większej ilości nerwów i niepowodzeń. Nie ma do tego skrótów czy aplikacji.

 

,,To tak jakby stali u podnóża góry i mieli abstrakcyjny koncept nazwany  <wpływem>, który chcą wywierać na świecie, który jest szczytem. Ale nie widzą góry. Nie obchodzi mnie czy wchodzisz na górę szybko czy wolno, ale góra ciągle istnieje. Więc to czego młoda generacja musi się nauczyć to cierpliwość, że niektóre rzeczy naprawdę, naprawdę mają znaczenie, jak miłość, albo spełnienie w pracy, radość, miłość do życia, pewność siebie, zestaw umiejętności [społecznych], którakolwiek z tych rzeczy, wszystkie z tych rzeczy wymagają czasu. Czasami możemy niektóre elementy przyśpieszyć, ale cała podróż jest żmudna, długa i trudna.”

               Simon Sinek

 

Coś o czym także wspomina Sinek w wielu wywiadach czy mowach jest to, że najgorszą konsekwencją, która już jest obserwowana jest wzrost liczby samobójstw, wzrost liczy przedawkowań narkotyków, coraz więcej dzieciaków porzucających szkołę czy jest nieobecnych w niej z powodu depresji. Paradoksalnie ,,najlepszą” wypadkową tych zachowań, które narastają lawinowo, jest populacja i pokolenie osób, które przeżywają życia i nie znajdują nigdy radości, nie doznają spełnienia czy to w pracy czy w życiu osobistym.

Jakub

 

https://www.facebook.com/TheWonderlandBlog/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *